Bezpieczeństwo informacji – co to jest i jak wygląda w firmie

Bezpieczeństwo informacji to ochrona wiedzy firmy przed ujawnieniem, zmianą i utratą dostępu – niezależnie od tego, czy ta wiedza leży na serwerze, w szafie z dokumentami, czy w głowie pracownika. To szersze pojęcie niż cyberbezpieczeństwo, które zajmuje się wyłącznie warstwą cyfrową.

Różnica nie jest akademicka. Firma, która wydała kilkadziesiąt tysięcy złotych na firewall i system antywirusowy, a jednocześnie trzyma umowy w niezamykanej szafie i pozwala handlowcom wysyłać cenniki z prywatnych skrzynek, ma dobre cyberbezpieczeństwo i złe bezpieczeństwo informacji.

Trzy atrybuty: poufność, integralność, dostępność

Bezpieczeństwo informacji opisuje się przez trzy niezależne cechy, nazywane triadą CIA od angielskich słów confidentiality, integrity, availability. Informacja jest bezpieczna wtedy, gdy spełnia wszystkie trzy naraz – utrata którejkolwiek jest incydentem.

AtrybutCo znaczyJak wygląda jego utrata
Poufność Dostęp mają wyłącznie osoby, które powinny go mieć Cennik hurtowy trafia do konkurencji. Były pracownik nadal czyta firmową pocztę
Integralność Informacja jest kompletna i nikt jej nie zmienił bez uprawnienia Ktoś podmienia numer konta na fakturze. Kopia zapasowa odtwarza się z błędami
Dostępność Jest pod ręką wtedy, gdy jest potrzebna Ransomware szyfruje dyski. Serwer plików nie wstaje w poniedziałek rano

Te trzy atrybuty bywają ze sobą w konflikcie i na tym polega cała trudność. Najbardziej poufny dokument to taki, do którego nikt nie ma dostępu – i jednocześnie zupełnie bezużyteczny. Praca nad bezpieczeństwem informacji polega na znajdowaniu równowagi, nie na maksymalizowaniu jednej cechy kosztem pozostałych.

Bezpieczeństwo informacji a cyberbezpieczeństwo

Pojęcia bywają używane zamiennie, ale opisują różne zakresy. Cyberbezpieczeństwo chroni systemy i dane w postaci elektronicznej. Bezpieczeństwo informacji obejmuje także wszystko, co nigdy nie było plikiem.

  • Dokumenty papierowe – umowy, teczki osobowe, wydruki z systemu kadrowego leżące na biurku po godzinach
  • Rozmowy – negocjacje prowadzone w otwartej przestrzeni biurowej, telefon na korytarzu u klienta
  • Wiedza pracowników – to, co odchodzący handlowiec zabiera ze sobą, nawet jeśli nie skopiował ani jednego pliku
  • Procesy – kto komu nadaje dostęp, co się dzieje z laptopem po zwolnieniu, kto odbiera firmowy telefon

Dlatego audyt, który sprawdza wyłącznie konfigurację sprzętu, nie jest audytem bezpieczeństwa informacji. Odpowiada na pytanie, czy systemy są poprawnie ustawione – nie na pytanie, czy firma panuje nad swoją wiedzą.

Jak to wygląda w firmie dwudziestoosobowej

W firmie, która nie ma działu bezpieczeństwa, bezpieczeństwo informacji sprowadza się do kilku decyzji podejmowanych raz i przestrzeganych codziennie. Nie trzeba do tego normy ani certyfikatu – te przychodzą później, jeśli wymaga ich klient albo przepis.

  • Kto ma do czego dostęp – spisany, a nie wynikający z tego, kto o co kiedyś poprosił
  • Co się dzieje przy odejściu pracownika – konta, laptop, telefon, klucze, dostęp do skrzynki, w jeden dzień
  • Gdzie są kopie zapasowe i kiedy ostatnio ktoś je odtworzył – kopia nieprzetestowana to założenie, nie zabezpieczenie
  • Co robimy, gdy coś wycieknie – kto dzwoni, do kogo, w jakiej kolejności i w jakim czasie
  • Czym wolno wysyłać dokumenty – i co zrobić, gdy klient prosi o przesłanie umowy przez komunikator

Każdy z tych punktów da się opisać na jednej stronie. Problem polega nie na tym, że są trudne, tylko na tym, że nikt nie ma ich w zakresie obowiązków – i dlatego nie powstają.

Kto się tym zajmuje w małej firmie

W dużej organizacji bezpieczeństwem informacji zajmuje się wydzielona rola. W firmie zatrudniającej kilkanaście czy kilkadziesiąt osób taka rola nie istnieje – obowiązki rozkładają się między zarząd, dział kadr i osobę odpowiedzialną za systemy informatyczne, a w praktyce coraz częściej przejmują je specjaliści z firm outsourcingowych, dla których jest to codzienna praca, a nie dodatek do innych zadań.

Ma to konkretne uzasadnienie. Osoba obsługująca kilkanaście firm widzi te same incydenty wielokrotnie i rozpoznaje je wcześniej niż ktoś, kto zetknie się z nimi raz. Zna też rozwiązania, które gdzie indziej zadziałały – i te, które się nie sprawdziły.

Od czego zacząć

Od spisania, co właściwie jest do ochrony. Brzmi banalnie, a jest najczęściej pomijanym krokiem: firmy kupują zabezpieczenia, zanim ustalą, czego bronią. Lista zwykle mieści się na kartce – dane klientów, cenniki i warunki handlowe, dokumentacja techniczna, dane kadrowe, korespondencja z kancelarią.

Dopiero przy takiej liście widać, że połowa pozycji nie leży w żadnym systemie informatycznym – i że zabezpieczanie wyłącznie serwera chroni połowę firmy.


Powiązane